wtorek, 16 września 2014

SIĘGNĄĆ SZCZYTU... czyli zobaczyć więcej niż różę

Będzie o miłości... filozoficznie - z Platonem, głęboko i symbolicznie z Reinerem Maria Rilke, mądrze z Tischnerem... dywagacje i sztuka artystycznego postrzegania doskonałości.
Autor: Joanna Dębiec

Co jest istotą miłości? Właściwy rozwój miłości... – jak wyglądać powinien? Miłość doskonała? Czy doskonałość w miłości? Czego szukać, chcąc stanąć u szczytu? U szczytu doskonałej miłości? Nie, miłości jako piękna samego w sobie, idei... Bo piękno ciała nie jest wystarczającym. Dodajmy piękno duszy, pójdźmy dalej – piękno czynów i praw, ba! nauk. Nadal nie dość wody na młyn, który już bardzo rozpędzonym się zdaje. Aż do tego, co stanowi piękno samo w swojej istocie. Doskonałość...

Zastanawiamy się nad tymi kwestiami pewnie zawsze, gdy tego doświadczamy. Zastanawiali się nad istotą miłości, nad właściwym jej rozwojem - uczeni, filozofowie już 23 wieki wcześniej. Zastanawiałam się nad ich wywodami ja, tu i teraz. Mamy XXI wiek – co warto dodać (choćby dla potomnych, do których różnym zrządzeniem losu ten wywód dotrzeć może). Myślę, iż doświadczenie życiowe wpływa na subiektywne potraktowanie tematu. Jak potraktowali go filozofowie? Czy podobnie? Jak ujarzmił twórcze myśli Platon? (...)

Człowiek się rozwija, uczy, nabiera doświadczenia, dąży do doskonałości?

Zobaczmy... Dostrzega piękno. Najpierw to piękno ciała – zachwyca się nim, kocha, to dla niego doskonałość. Ale osiągnąwszy ją, chce czegoś więcej. Ta jedyna miłość, to jedyne piękno stało się niejako powtarzalne, małe. Zaczyna dostrzegać więcej piękna wokół siebie, staje się więc bogatszym postrzegając i odbierając wokół więcej doskonałości. Dalej... czy rozdawanie miłości wszędzie, gdzie piękno – wystarcza? Czy ta chwilowa doskonałość pozostaje nią wiecznie? Otóż nie, człowiek wciąż się uczy. Zaczyna dostrzegać piękno i miłość głębiej, w duszy ludzkiej. Ją bardziej cenić zaczyna. Ta miłość zdaje się najbardziej wartościowa, doskonała. I pewnie przez moment, ten kolejny moment jej poznawania, zachwytu nią – jest taka. Z czasem jednak, nienasycony, chłonący wiedzę o wrażliwości, uczuciach, przez to sam bardziej doskonały – chce więcej – więcej oczekuje od miłości, więcej jest w stanie sam ofiarować. A więc czyny i prawa wzbudzają jego zachwyt. I znowu poznaje, że te w każdym są jedne i te same. Od czynów przejdzie do nauk… A zawsze, gdy spojrzy wstecz, wciąż to, co widzi już nie jest doskonałością.

Porównajmy pewien przykład.

Artysta tworzy dzieło... gdy ono powstaje, wciąż doskonalsze – jest idealne, jedyne; gdy zaś artysta po skończeniu idzie dalej w swym rozwoju – intelektualnym, estetycznym, duchowym i tworzy nowe dzieło, spoglądając wstecz dostrzega coraz więcej niedoskonałości w poprzednim, widzi błędy, dzieło już nie jest jego ideałem. To świadczy o istocie rozwoju człowieka - osiąga kolejny jego szczebel… Tak, myślę, jest i z miłością. Uczymy się dostrzegać więcej i więcej w miłości, chcemy od niej więcej, wreszcie próbując znaleźć doskonałość w pięknie samym w sobie. Właśnie… próbując. Bo czy jest możliwe osiągnięcie takiego poziomu doznań? - „…piękno samo w sobie, nieskalane, czyste, wolne od obcych pierwiastków, niesplamione ludzkimi wnętrznościami i barwami i wszelką lichotą śmiertelną, ale to nadświatowe, wieczne, jedyne, niezmienne…?”Z całą pewnością nie dla każdego. Docieranie do prawdy owszem, ale samo jej osiągnięcie? Chociaż myślę, że my, śmiertelni, w dążeniu do doskonałości, a tym samym samodoskonalenia, sięgając szczytu interpretacji czegoś, co winno być doskonałością samą w sobie, nie-interpretowalną, przez sam fakt wzbudzenia w sobie takich myśli sięgamy szczytu… Jednak nieliczni doświadczają pełni poznania, są w stanie „dotknąć” prawdy, cóż, może na własne życzenie?

W tym miejscu przypomina mi się kiedyś zasłyszana opowieść o kobiecie i róży. Znany poeta Reiner Maria Rilke codziennie przechodząc jedną z uliczek we Francji, mijał żebrzącą tu kobietę, przykucniętą, zawsze ze spuszczonymi oczami, zastygłą jakby w bezruchu. Kiedyś jego przyjaciółka idąc z nim zapytała, czemu nic jej nie daje, na co on odpowiedział, iż jej nie chleba ani pieniędzy potrzeba. Nie zrozumiała. Następnego dnia podszedł do kobiety ofiarując jej różę. Kobieta nagle jakby ożyła, wstała i ucałowała dłoń poety, po czym odeszła tuląc i roniąc łzy szczęścia na swoją różę. Nie pokazywała się na ulicy przez kolejne 9 dni. Gdy przyjaciółka poety pytała z ciekawością, czym żyje kobieta skoro nie zarabia na chleb, mistrz Rilke odpowiedział: żyje różą. Czyż nie o to chodzi? Czyż w tym wypadku róża nie jest pięknem samym w sobie? Poza doczesnością, poza czymś wymiernym, pewnego rodzaju doskonałością?

Może to nie najlepsze porównanie, ale we mnie pozostało właśnie jak idealna myśl, doskonałość, coś ponad czasem, co można tylko wyczytać sercem... Tak właśnie chciałabym określić piękno samo w sobie, wieczne, jedyne, niezmienne. Myślę, że tylko ktoś potrafiący zobaczyć coś poza słowem, wzrokiem - jakąś myśl idealną, potrafi widzieć tam, gdzie nie widać, czuć i odbierać sercem, wie, co to nieśmiertelność, „dotknął” piękna samego w sobie…, umie oczytać w róży gest, piękno, miłość, ideę, myśl, doskonałość… - tyle znaczeń do interpretacji, wedle gustu, potrzeby i zrozumienia, a idea, doskonałość, miłość w swej prostej i nieśmiałej mowie, powie najwięcej, kiedy najmniej powie, jak pisał Shaekspeare. I może na koniec, skoro już jesteśmy przy cytatach, przytoczę słowa ks. Józefa Tischnera, niech dopowiedzą niedopowiedziane: miłość sama w sobie jest „nie do pojęcia”, ale dzięki miłości możemy „pojąć wszystko” – sięgnąć szczytu...



www.wszystkoosztuce.blogspot.com

Pośmiać się z najlepszych polskich komedii

A na koniec dnia będzie o filmie... sztuka filmowa to połączenie obrazu i treści, bywają obrazy, które zostają w pamięci i treści, cytaty, dialogi - ponadczasowe, wręcz kultowe. Przypomnijmy o nich, mimo, że nie przepadam za wracaniem do przeszłości, szczególnie jeśli chodzi o film, poza jedynie Ogniem i mieczem, Potopem i paroma innymi filmami, czy serialami, które nigdy się nie nudzą i się z nich nie wyrasta... ale jeśli dzięki sztuce filmowej można się pośmiać, czy wzruszyć do łez, czemu nie?

Kultowe dialogi z polskich komedii


Autor: piszacyzbiurka


Polskie komedie (głównie te starsze) słynęły zawsze z doskonałych dialogów, które często wchodziły do języka potocznego. Jest ich tak dużo, iż ciężko wybrać te najlepsze. Zapraszam Cię do przeczytania tego tekstu i zarazem ostrzegam – będziesz miał powody do śmiechu!


Najlepsze teksty były często wypowiadane przez elitę polskich aktorów. Nie inaczej było w "Rozmowach Kontrolowanych" gdy padły te słowa:

  • Bardzo wystawna Wigilia.
    – No zgodnie z tradycją właściwie powinien być opłatek.
    – Słusznie, słusznie, ale nie róbcie z tego zagadnienia. Najważniejsza jest tradycja. Podzielimy się jajeczkiem.

 

Ryszard Ochódzki (ten z „Misia”) znany jest z wielu kontrowersyjnych wypowiedzi. Jednak w tym filmie pada więcej ciekawych kwestii:

  • Ktoś pukał?
    – Tak, to ja. Dzień dobry pani.
    – Słucham pana.
    – Jestem przyjacielem Ryszarda.
    – Dzień dobry, proszę bardzo. Chwileczkę, jakiego Ryszarda?
    – Ochódzkiego, pani siostrzeńca.
    – Aha, proszę. Hasło pan zna?
    – Jakie hasło?
    – „Żyrafy wchodzą do szafy”.
    – Oczywiście, że znam.
    – Musi pan je powiedzieć.
    Naturalnie: „Żyrafy wchodzą do szafy”.
    – „Pawiany wchodzą na ściany”. Proszę bardzo pana, proszę.

 

„Sami Swoi” to oczywiście kultowe dialogi Kargula i Pawlaka. Najbardziej znane to zapewne:

Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie.

Kargul, podejdź no do płota, jako i ja podchodzę.

– Patrz no, Kaźmirz, Witia wierzchem jedzie!
– Nie może być! Na kocie?!

 

„Przepraszam czy tu biją?” z J. Himilsbachem pozostanie w pamięci (poza fabuła i genialnym aktorstwem) dzięki tej wymianie zdań:

  • Sie masz!? Jak leci?
    – Normalnie.
    – No, to trzeba to oblać.
    – No trzeba.

     

„Brunet wieczorową porą” gdzie oglądać można niezapomnianego K. Kowalewskiego wprowadził do obiegowego słownictwa następujący komunikat telewizyjny:

Dobry wieczór państwu. Minęła godzina 20:53. Za chwilę przedstawimy ostatni odcinek serialu "Poprzez prerię Arizony". Ze względu na ogromne zainteresowanie serialem prosimy telewidzów o wyłączenie telewizorów, ponieważ podwyższony pobór mocy może spowodować częściową awarię w podstacji.

 

Opowieść o ambitnym gospodarzu domu S. Aniele czyli serial „Alternatywy 4” to kopalnia wyśmienitych dialogów i gagów. Najbardziej w pamięci utkwiły:

  • A co do tej wody?
    – No szklanka.
    – Na szklanki nie podajemy. Może być pięćdziesiątka albo pół litra.

     

  • Przepraszam bardzo, czy pan jest zadowolony?
    - Nie.
    - STOP! Dlaczego? Co się stało?
    - No bo nie ma mnie na liście...
    - A cóż to panu szkodzi powiedzieć, że jest pan zadowolony?

 

Kwestia z „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” powinna wyjaśnić wszelkie relacje damsko-męskie:

  • Dlatego uważam, że powinienem się z tobą ożenić.
    – Ale przecież ty jesteś żonaty.
    – Tak, jestem. Żona cię bardzo polubi.

 

„Kingsajz” jasno przedstawił, co groziło krasnalom, którzy chcieliby zdradzić „Szuflandię”. Oczywiście był to pastisz PRL-u.

Za krnąbrność pierwszego stopnia, połączoną z knuciem zdrady i przeniewierstwem wobec Szuflandii, za wyjawienie wrogom Szuflandii najgłębiej strzeżonych tajników, renegat Haps Adam zostaje skazany na poćwiartowanie jajcarnią. Podpisano, za Najwyższy Trybunał, Kilkujadek H., szyszkownik, dnia trzynastego dżdżownika, roku Szuflandii dwudziestego piątego.


Więcej kultowych tekstów znajdziesz oglądając polskie komedie oraz na stronach gromadzących ich kultowe sceny.

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

O grafice, designie - inaczej - rozwój to podstawa

Być twórczym, wciąż się rozwijać, nie tylko zgłębiając filozoficznie sens otaczającego świata, ale idąc dalej... hmmm, świadomie kreując swoje "tu i teraz" ;-) Dziś będzie o sztuce przekuwania barwnych, twórczych wizji, pomysłów, marzeń w... konkretne projekty, działania, dające nie tylko satysfakcję, ale zyski, choćby po to, żeby, jak w moim wypadku, nie musieć o nich myśleć, bo to daje prawdziwą wolność tworzenia. Marzenie...robić co się kocha i za to nieźle móc się utrzymywać, a marzenia trzeba spełniać. Proponuję pierwszy krok, gdy talent Cię męczy, niezależnie od tego, czy to grafika, malarstwo, fotografia, pisanie... usiądź i pomyśl, jak go mądrze wykorzystać. Polecam poniższy artykuł.

Rozwój to podstawa


Autor: Krzysztof Kubik


Dość łatwo jest postanowić, że zostanie się grafikiem. Zwłaszcza jeżeli ma się coś w głowie co chciałoby się uzewnętrznić. Wypuścić na światło dzienne. Czasem napięcie jest tak duże, że zaczynamy tworzyć bezwiednie na serwetce, bilecie autobusowym, na okładce książki.


A jak już tam zabraknie miejsca to można zacząć zapełniać blat stołu i ściany. Nawiasem mówiąc w dzieciństwie nie robiłem nic innego tylko zapełniałem, zapełniałem i jeszcze raz zapełniałem. Nie mogła ostać się ani jedna wolna przestrzeń zwłaszcza jeżeli była to biała gładka powierzchnia. Istne szaleństwo!

I gdy tak sobie postanowimy zostać grafikiem designerem to zaczynamy działać. I im dalej w las tym robi się bardziej interesująco. Po jakimś czasie jednak zaczynamy odczuwać potrzebę powiązania naszej twórczości z możliwością zarobkową. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie fakt, że my wcale nie chcemy pracować w standardowy sposób. Nie pasuje nam wizja pracy na etacie i zostawanie po godzinach robiąc projekty niekoniecznie spełniające nasze twórcze wymagania. I wtedy właśnie pojawia się druga opcja, niczym powiew świeżej bryzy uderza nas jasna wizja freelancingu. Wizja bycia wolnym. Wolnym strzelcem. Pełni pasji i chęci chcemy zorganizować sobie własny świat niesamowitych projektów i intratnych zleceń według naszej kolorowej wizji.

Po jakimś czasie jednak okazuje się, że coś nie gra, że nie jest tak kolorowo jak być powinno, jak sobie zakładaliśmy. Zastanawiamy się co jest nie tak. Dlaczego nikt się nami nie interesuje. Dlaczego nikt się do nas nie zgłasza. Dlaczego wszyscy posłusznie bieżą do dużych firm reklamowych, czy drogich studiów graficznych. Przecież jesteśmy bardziej kreatywni, szybsi i tańsi, po prostu lepsi.

A no właśnie, czy na pewno? Czy zaczynając ustalać swój „master plan” freelancera uwzględniłeś trzy podstawowe sprawy do rozważenia? Bez tego twój biznes będzie nadal tylko kolorową wizją. Weź sobie do serca te trzy poniższe punkty.

Punkt 1.

Naucz się rozwiązywać problemy klientów.  Mam tu na myśli to, że na świecie jest mnóstwo grafików, niestety duża ilość prezentowanych przez nich usług jest słaba. Interesuje ich zazwyczaj to co mają zrobić jako graficy dla klienta. Jeżeli ma to być na przykład plakat, ulotka czy cały zestaw identyfikacji to postrzegają to jako podstawowy i jedyny aspekt swojej pracy. Po prostu zrobić to co klient uważa za dobre dla niego. Tymczasem prawda jest taka, że klient przychodzi do ciebie z problemem. Z czymś w czym ty jako specjalista musisz mu pomóc. Postrzegaj każde zlecenie jako problem, który należy rozwiązać. Wymaga to głębszego spojrzenia na to z czym przychodzi klient. Bywa czasem tak, że rezultatem twojej głębszej analizy problemu klienta okazuje się całkowita zmiana zlecenia. Zleceniodawca oczekuje od ciebie fachowej pomocy. Musisz dążyć do zidentyfikowania jego potrzeb.

Punkt 2.

Staraj się być lepszy od dużych firm. Oczywiście z jednej strony konkurowanie z dużą firmą równa się konkurowaniu ze sztabem ludzi, z drugiej jednak strony, działając w pojedynkę możesz zaoferować zleceniodawcy ciekawsze i bardziej elastyczne rozwiązania. Jasne jak słońce jest to, że klient zawsze będzie szukał taniej oferty. Firmy nie mogą sobie pozwolić na zbyt niskie ceny bo muszą pokryć wysokie koszty. Ty tymczasem przy dobrze zorganizowanej pracy możesz śmiało żonglować ceną – oczywiście w rozsądnych granicach.

Staraj się prezentować dogłębną wiedzę na dany temat. Specjalizuj się dostarczając fachowej wiedzy i umiejętności, za które klient byłby w stanie więcej zapłacić. Pracuj nad swoim wizerunkiem jako freelancera. Zbieraj dobre opinie i staraj się być na bieżąco w branży.

Punkt 3.

Spraw by zleceniodawca czuł, że może na ciebie liczyć. Pamiętaj, że to też jest człowiek tak jak i ty i dlatego należy mu się szacunek i zrozumienie tak jak i tobie. Bardzo ważne jest w pracy wolnego strzelca jak i każdym innym biznesie budowanie dobrych relacji z klientem i całym twoim otoczeniem. Po prostu bądź ludzki i nie bądź pępkiem świata. To ty jesteś dla klienta a nie on dla ciebie.

Postaraj się bez emocji przemyśleć powyższe punkty. I jeśli musisz zrób krok w tył. Pamiętaj jednak, że nawet krok w tył po to by zrobić znowu krok do przodu jest działaniem. A każde działanie, które służy rozwojowi zawsze pcha cię do przodu. Ku lepszemu.


www.freelancefrontline.pl

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

niedziela, 14 września 2014

IDEALNY MATRIX? CZEMU NIE...

Dziś trochę pofilozofuję, zawsze interesowała mnie filozofia, to chyba przez moją naturalną ciekawość świata... i wciąż pytania jak dziecko o wszystko: dlaczego? po co? czemu tak nie inaczej? jaki sens? To pozwala zatrzymywać się w otaczającym nas życiu, smakować je, delektować się możliwością myślenia, zadawania pytań i chociażby tylko szukania odpowiedzi, dochodzenia do nich, nieraz metodą prób i błędów, albo po prostu uświadamianie sobie "wiem, że nic nie wiem..." - to często coś, czego niektórzy całe życie nie potrafią dostrzec, haha, taki żart. Na pewno próby zrozumienia i interpretacji filozofii, szczególnie sposobu myślenia i rozumienia Leibniza, to prawdziwa sztuka, a nawet wyzwanie, któremu kiedyś starałam się sprostać... zapraszam do lektury ;-)

Może na początku zadam kilka pytań, w tym kontekście niech będą one retoryczne. Jaka jest natura wszechrzeczy? Kim jest człowiek i dokąd zdąża? Co to znaczy istnieć? Jak odróżnić prawdę od fałszu? /Filozofia www.articles.gourt.com / Te i podobne im pytania dręczą ludzi od wieków, dręczą, męczą i prowokują, są tak wszechobecne w naszej świadomości, że nie da się ich ignorować, chociaż może to być wygodniejsze. Filozofowie próbują na nie odpowiadać za nas, tworząc dzieła filozoficzne i wszelakie teorie, ale tak naprawdę każdy z nas chłonąc wraz z indywidualnym rozwojem wiedzę, doświadczenie, współtworząc świat, poznając go i tym samym nabierając świadomości samego siebie – ma możliwość tworzenia sobie swojej własnej filozofii „prawdy”...

Gottfried Wilhelm Leibniz, niemiecki filozof i matematyk napisał już w XVII wieku kto szuka prawdy, nie powinien liczyć głosów. Tak więc próbujemy szukać odpowiedzi na te i podobne pytania, dociekamy, sprawdzamy, na ile jesteśmy w stanie coś sprawdzić, dywagujemy... Filozofowanie, skądinąd bardzo ciekawy sposób interpretacji świata, dostępny jedynie umysłowi ludzkiemu, nie jest niezbędnym do życia, nie niezbędne jest też podążanie drogą myślenia zacnych umysłów filozoficznych. Można natomiast uniknąć ignorancji, poznać różne z barw tej nauki, jej „wyznawców” i jej ideologie i teorie zderzyć z subiektywną filozofią życia. Tego spróbuję. W polu mojego zainteresowania niech pozostanie Leibniz, jego filozofia wymaga znacznej gimnastyki umysłowej, a rozum... czyż nie jest wówczas „duszą wolności”?

Trudno oswoić się z filozofią Leibniza. Dotrzeć do istoty prawdy, jej koniecznej przyczyny. Teorie, słowa i myśli niemieckiego filozofa prowokują - jakby na „uderz w stół” w umyśle rodzą się pytania i wątpliwości. Wszystko, co istnieje jest osobnym bytem, który zawiera w sobie całą prawdę o sobie. Jaki jest ten byt? Czy może być podzielny? Bo jak inaczej wytłumaczyć podzielność czegokolwiek z tak właśnie postrzeganych rzeczy? Czy nawet gdyby uważać je, razem, czy każde z osobna jako osobny byt, to prawda by była inna dla całości, a inna dla którejś jej części, czy też to by była jedna prawda? Co by powiedział Leibniz? Leibniz osobne byty, tzw. monady widział wszędzie, gdzie dało się wyróżnić osobny byt. Świat składa się z bliżej nieustalonej liczby całkowicie od siebie odseparowanych, jakby zamkniętych dla siebie nawzajem i nie wpływających na siebie bezpośrednio bytów, z których każdy jest „całym światem dla siebie samego”. Gdyby tak patrzeć na świat, który nas otacza, jak wytłumaczyć ruch, ciągłe zmiany? Leibniz określił je złudzeniami... Uważał, że nasze obserwacje są swoistym złudzeniem, a powstaje ono na skutek tego, że te idealne byty, niezmienne, niepodzielne, „światy” w świecie, monady, nie tworzą przypadkowej mozaiki, ale są dziełem, strukturą skonstruowaną idealnie przez Boga, wedle Jego pre-porządku. Spodobało mi się porównanie Leibniza przytaczane w tym miejscu, obrazowo pokazujące logiczność wywodu. Otóż w jednym pokoju stoją dwa dobrze wyregulowane zegary, które pokazują czas przesunięty o ułamek sekundy. Ktoś nie znający zasady działania zegara, obserwując, iż zawsze gdy sekundnik pierwszego zegara wykona jednosekundowe drgnięcie wskazówki, to zaraz za nim drugi zegar zrobi to samo, może wywnioskować, że ruch drugiego zegara jest zależny od (czy nawet jest następstwem) ruchu pierwszego zegara, a czy jest to jednoznaczne z tym, że tak właśnie jest? Nie. Uświadamia nam to, że rzeczywiście świat skonstruowany przez Boga, Leibniz jeszcze dodaje - jako „najlepszy z możliwych światów”, najlepsza opcja istnienia; przez nas, maleńkie trybiki tej idealnej żywej machiny -może być inaczej odbierany, trudno nam pojąć tę ogólną i jedyną prawdę. Idealny Matrix?

Matrix (ang. macierz, matryca) – amerykański film science fiction, pierwszy z trylogii filmowej o tej samej nazwie, napisany i wyreżyserowany przez braci Wachowskich. Treść filmu zawiera ukryte przesłania i aluzje, które ukazują powtarzające się motywy życia-snu. Filmowy świat Matrixa kreowany jest jako złudzenie – sztuczna rzeczywistość stworzona przez maszyny. Myślę więc, że można było właśnie tak postawić to pytanie. Tyle że rzeczywistość u Leibniza stworzona została przez Boga – monady są tak ze sobą świetnie skoordynowane, że u każdej z nich wywołuje to wrażenie ciągłości i logiczności wszelkich zdarzeń – Ktoś to musiał celowo uczynić – Bóg... szczególna monada, będąca ostateczną przyczyną i celem istnienia pozostałych monad.

Jednak w filozofii Leibniza, jego teorii istnienia świata najlepszego z możliwych znajduję kilka trudnych do zapełnienia logiką miejsc. Szczególnie, gdyby chcieć udowodnić, że człowiek posiada wolną wolę. Jaka wolna wola – można zapytać - skoro Ktoś skonstruował idealnie już wcześniej istnienie każdej istoty we wszechświecie? Gdzie tu możliwość jakiegokolwiek wyboru, w ogóle wolności? Leibniz twierdził, iż jesteśmy tym wolniejsi, im bardziej działamy z inspiracji rozsądku, a tym bardziej zniewoleni, im więcej pozwalamy sobą rządzić namiętnościom. Więc dopuszcza istnienie pojęcia wolności... A czyż ona nie jest tu wyimaginowana? Czy nie jest tak, że nasza wolność jest tylko wolnością pozorną, my ją tak postrzegamy, mamy złudzenie wolności, podczas gdy każdy nasz krok, każda podejmowana przez nas decyzja została z góry ustalona? Poszczególne monady mogą mieć złudzenie, że wpływają na swój los, „robiąc” to lub owo, lecz w rzeczywistości są one „zaprogramowane” do tych działań i nie mogą uczynić nic innego. Więc czy nie miałam racji porównując świat opisywany przez Leibniza do swoistego Matrixa? Inna kwestia, że człowiekowi ta wiedza nie pomaga, lubimy mieć świadomość wyjątkowości poprzez posiadanie rozumu, wolnej woli, lubimy słowa, że sami sobie kreujemy swój świat i mamy na to jedynie my wpływ. A może wystarczy tylko taka świadomość, a świat dzieje się i tak wedle reguł Boga jako jedynie możliwy i najdoskonalszy ze wszystkich światów do pomyślenia? A może jak śpiewa Edyta Geppert w Utworze „Wolność” - wolność.

Nie wiem czemu, ale osobiście wolę wierzyć w coś, co wielu nazywa przeznaczeniem, a w świetle filozofii Leibniza – w coś idealnego, doskonałego, ścieżkę wybraną przez Boga dla każdego indywidualnego bytu spośród różnych opcji życia – jako jedynie najlepszą z możliwych. Tej doskonałości nie jesteśmy w stanie objąć rozumem, nawet najbardziej dociekliwym poznaniem, nie mamy obrazu całości, prawdy, SENSU, jesteśmy niejako zmuszeni wierzyć, że tak właśnie jest. Albowiem wszystko jest raz na zawsze uporządkowane w rzeczach z takim ładem i odpowiedniością wzajemną, jak tylko to jest możliwe (...) Można by w każdej duszy poznać piękno wszechświata. (G.W.Leibniz, „Zasady natury i łaski oparte na rozumie”). Ale czyż nie jest najgłębszy sens w tym, że możemy spodziewać się wszystkiego? Największej „rozmaitości” – jak określa świat Leibniz? Nie znamy zamysłu Boga, więc każdy dzień może być niespodzianką...

Dałem Ci wszystkie cuda świata, także te nie odkryte i gwiazdy co wracają nocą, a nikną z rana. Wszystko jest w Twojej mocy, zależne od zrozumienia... Jedna prawda Moją jest - to sens Twojego istnienia” [- odpowiada Bóg na pytanie człowieka kim jest i dokąd idzie] – śpiewa Edyta Geppert w piosence „Rozmowa z Dziadkiem”.

I niech tak zostanie, chciałoby się dodać.

Może i żyjemy w swoistym Matrixie, ale na pewno ani tej sytuacji nie jesteśmy w stanie zmienić, ani się z niej wyzwolić, ani na nią wpłynąć, pozostaje nam tylko wierzyć, że ten Matrix jest IDEALNY – najdoskonalszy z możliwych i to co nam się zdarza jest idealnie zaplanowane, a my jesteśmy indywidualnymi odzwierciedleniami wszechświata w całym Jego genialnym istnieniu.


W eseju zostały wykorzystane rozważania na temat filozofii Leibniza, informacje encyklopedyczne, cytaty oraz fragmenty dzieł filozofa.

Joanna Dębiec
www.wszystkoosztuce.blogspot.com

Ważne dla designera...

Grafiku designerze pamiętaj o tych trzech ważnych sprawach


Autor: Krzysztof Kubik


Wiele osób zaczynających przygodę z projektowaniem graficznym, czy to w sposób amatorski w domowym zaciszu, czy w sposób bardziej zaangażowany w akademickich murach zapomina o kilku podstawowych acz ważnych rzeczach.


Niezależnie od tego czy chcesz pracować jako grafik na etacie czy jako freelancer, powinieneś przemyśleć kilka następujących punktów.

Strona z portfolio to podstawa.

Niezwykle ważne jest byś jak najwcześniej nauczył się tworzyć swoje portfolio w internecie. Na początku oczywiście możesz umieszczać swoje prace na różnych dostępnych obecnie stronach typu carbonmade.com czy deviantart.com i wiele innych. Z czasem gdy nauczysz się tworzyć własne strony np. na bazie wordpress.org co polecam, będziesz mógł prezentować już pewną ilość prac i twoja strona będzie już przedstawiała jakiś poziom. Oczywiście mimo, iż dość łatwo jest tworzyć rozbudowane i ładne strony dzięki systemowi zarządzania treścią (cms) wordpress, ważne jest byś ucząc się designu nie zaniedbywał nauki o tworzeniu na potrzeby internetu. Języki programowania jak HTML, PHP, czy CSS, są podstawowymi narzędziami do budowy stron i warto je znać przynajmniej na podstawowym poziomie (jeżeli nie chcemy być web designerami). W dzisiejszych czasach internet to podstawowe narzędzie do dystrybucji, promocji i sprzedaży własnej osoby i swoich usług. Dlatego też znajomość tego zagadnienia jest nieodzowna byś mógł w pełni się rozwijać

Od przybytku głowa nie boli czyli wizytówek moc.

Pamiętaj o wizytówkach. Wiem, że może mało masz jeszcze prac do pokazania i dopiero wszystkiego się uczysz, ale dobrze jest pamiętać by zawsze mieć przy sobie wizytówki. Wiele osób to bagatelizuje nie wiedząc jaką moc ma taka mała karteczka. Nawet gdy dopiero jesteś studentem grafiki, ale masz już wizytówki i wiesz jak ich używać to jesteś o krok przed innymi, którzy to zaniedbali. Uczysz się w ten sposób dystrybucji, reklamy siebie i swoich usług. Nigdy nie wiesz kiedy to może zaprocentować.

Ucz się mówić o swoim portfolio.

Spotykam się dość często z osobami, które mają do pokazania wiele ciekawych prac w swoim portfolio, niestety w ogóle nie potrafią o nim mówić. Od samego początku musisz starać się wypowiadać na temat tego co robisz, jak robisz i po co. Umiejętność prezentowania swojej twórczości przed innymi jest niezwykle ważna z punktu autopromocji, która jest nieodzowna nie tylko pracując jako freelancer ale również podczas rozmowy kwalifikacyjnej gdybyś zamiast pracy wolnego strzelca wybrał pracę na etacie. Pamiętaj, że nie wszyscy wiedzą co robisz i nie wszyscy znają się na projektowaniu graficznym, dlatego dobrze jest uczyć się mówić o swojej pracy do ludzi, którzy się na tym nie znają. Dzięki temu wyrobisz sobie odpowiednie nawyki wysławiania się i odpowiedniego podejścia do rozmówcy, tak by w pełni zrozumiał co masz do powiedzenia.


www.freelancefrontline.pl

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

sobota, 13 września 2014

Tym razem designe...

6 Niezmiennych zasad w designie


Autor: Krzysztof Kubik


Tak jak np. w muzyce bez zasad bez których nie można by mówić o muzyce tylko o hałasie i szumie tak w projektowaniu graficznym nie można mówić o designie bez przestrzegania pewnych niezmiennych zasad, bez których nawet najbardziej kreatywni designerzy nie mogliby się porozumieć ze swoją publicznością.


1. Punkt zaczepienia

Punkt zaczepienia jest najważniejszym pierwszym elementem, na jakim skupia swoją uwagę widz. Człowiek w momencie spojrzenia na grafikę automatycznie, podświadomie szuka punktu zaczepienia, czegoś co pozwoli mu „wejść” w oglądany obraz. Gdy znajdzie taki punkt skupienia swojej uwagi, wtedy od razu wie, z którego punktu zacząć wędrówkę po obrazie. Wie, gdzie de facto zaczyna się treść obrazu. Bez punktu przykuwającego uwagę, obserwator nie wie gdzie ma spojrzeć w pierwszej kolejności i błądzi po całym obrazie próbując zebrać wszystkie wizualne informacje do kupy. Pamiętaj, by mieć tylko jeden punkt skupienia uwagi. Jeżeli będzie ich więcej np. dwa wtedy tak naprawdę widz będzie w takiej samej sytuacji jak by nie było wcale punktu odniesienia. Bo nie będzie wiedział gdzie historia obrazu się zaczyna. Podsumowując; Jeden punkt zaczepienia i tylko jeden. Dwa punkty równa się brak punktu zaczepienia.

Oczywiście nie znaczy to, że nie możesz dodać wielu elementów na jednym layoucie, ani całych grup elementów. To wszystko da się zrobić, ale tak by zapanowała hierarchia. Wszystko musi mieć swoje miejsce i uzasadnienie. A punkt zaczepienia musi mieć swoje należyte nadrzędne miejsce w całym obrazie.

2. Kontrast

Kontrast w znacznym stopniu determinuje to czy layout jest ciekawy czy nie, czy grafika tętni życiem czy ocieka nudą. Kontrast w swym znaczeniu oferuje szerokie możliwości wykorzystania. Możesz użyć kontrastu w odniesieniu do jasnych i ciemnych tonów tego samego koloru. Możesz modyfikować kontrast poprzez różnice w kolorach. Różne kształty również decydują o kontrastowości grafiki. Typowym rozwiązaniem jest zmiana wielkości obiektów. Czasem możesz użyć dwóch odrębnych tekstur, np. wariant gładki i chropowaty, bardziej skomplikowany i oszczędny. Możliwości kontrastowania obrazu są ogromne. Wszystko zależy od kreatywności desingnera i jego potrzeb.

Reasumując, kontrast jest podstawową sprawą przy projektowaniu graficznym i nie da się go pominąć nie narażając się na nudę w obrazie.

3. Równowaga

Równowaga jest niezwykle ważna w designie. W dużym stopniu odgrywa rolę katalizatora emocji widza. Jeżeli np. chcemy wywołać stan napięcia, czy wręcz lęku u odbiorcy naszego designu wtedy pójdziemy w kierunku dysharmonii i dysproporcji. Gdzie równowaga w obrazie będzie od razu widoczna. Wyróżniamy trzy rodzaje równowagi w obrazie. Są tą: promieniowa, symetryczna i asymetryczna.

# Równowaga promieniowa czyli kolista, odnosi się do okrągłych konstrukcji, w której punkt podparcia leży w centrum obrazu.

# Równowaga symetryczna czyli inaczej formalna, podlega równemu podziałowi w obrazie na zasadzie lustrzanego odbicia. Taki design zmierza w kierunku projektowania tradycyjnego, które w obecnych czasach może się nie do końca sprawdzać wywołując u widza znudzenie.

# Równowaga asymetryczna dotyczy dwóch nierównych stron jednego obrazu. Takie rozwiązanie często bywa atrakcyjniejsze wizualnie, wzbudza w osobie oglądającej większe zainteresowanie niż desing symetryczny. O ile symetria w linii pionowej dzieli obraz na dwie równe części, o tyle nawet niewielkie przesunięcie tej osi w prawo lub w lewo tworzy już asymetrię w obrazie. Oprócz tego mamy jeszcze możliwość zmiany równowagi w przypadku tworzenia przestrzeni negatywnej (białej) z równoważącą ją przestrzenią pozytywną. Inaczej mówiąc duża ilość obiektów z jednej strony musi być zrównoważona odpowiednią ilością pustej przestrzeni. Ciemne partie obrazu są wizualnie cięższe niż jasne partie. Dlatego też układ z dużą ilością ciemnych odcieni wymaga równoważenia w ilości jasnych odcieni. Itd.

4. Ruch

Zasada ruchu powraca do idei mówiącej, że dobry design kontroluje przepływ oczu odbiorcy po kompozycji obrazu. Linie prowadzące widza po kompozycji mogą tworzyć różny ruch liniowy umożliwiając uwypuklanie różnych symbolicznych przekazów. Komunikat poziomy przepływa od lewej do prawej i na odwrót. Pionowe linie mają tendencję do komunikowania stabilności, takich jak drzewa i wysokie budynki. Pionowe linie mogą również przywodzić na myśl ruch ku górze jak np. szczyty gór lub ku dołowi jak wodospad. Linie ukośne z kolei wywołują dynamikę ruchu w obrazie. Dwie ukośnie przecinające się linie sugerują odległości tak jak klasyczny przykład znikającej drogi w oddali.

Złym rozwiązaniem jest umieszczenie zbyt dużej ilości linii wywołujących ruch ponieważ powstaje wrażenie zbytniego zagęszczenia obrazu. Dobrym i dość często stosowanym rozwiązaniem w reklamie jest tworzenie tzw. „Z” czyli linii prowadzących wzrok linii od lewej do prawej następnie po skosie w dół do lewej i znowu poziomo do prawej. Taki wzór tworzenia dynamiki designu jest zbliżony do linii prowadzonych po okręgu. W obu przypadkach widz przechodzi drogę wracając za każdym razem do początku przekazu. Z punktu widzenia projektowania graficznego zasada ta jest niezwykle ważna i należy ją uwzględnić na samym początku projektowania.

5. Perspektywa

Perspektywa odnosi się do rodzaju ruchu w znaczeniu przemieszczania się względem odległości lub za pośrednictwem pierwszego planu, czy tła. Istnieją cztery sposoby osiągnięcia wrażenia perspektywy w obrazie: linia horyzontu, względna wielkość i skala, perspektywa linearna, perspektywa powietrzna.

1 Linia horyzontu

Wyobraź sobie krajobraz z linią horyzontu, czyli tam gdzie niebo spotyka się z ziemią. Linia ta stanowi umowny dystans dzielący widza od horyzontu. Jeśli przesuniemy linię horyzontu bliżej dolnej części obrazu wtedy powstaje wrażenie skracania dystansu. Im dalej ku górze przesuniemy naszą linię wtedy powstaje wrażenie zwiększania odległości.

2 Względna wielkość i skala

Wrażenie odległości w tym wypadku powstaje poprzez umieszczanie małych i dużych obiektów symbolizujących ich odległość od widza, zatem im bliżej tym obiekty są większe, im dalej tym mniejsze.

3 Perspektywa linearna

Tak jak w przypadku perspektywy horyzontalnej tak i w perspektywie linearnej mamy do czynienia z punktem styku górnej i dolnej części obrazu. W tym wypadku dochodzi jednak jeszcze opcja linii ukośnych zbiegających się w jednym punkcie z horyzontem.

4 Perspektywa powietrzna

Ostatnia perspektywa opiera się na wartościach tonalnych barw. Ciemne odcienie kolorów zawsze wydają się bliżej niż jasne. Typowym przykładem jest górski pejzaż gdzie góry w miarę oddalania się od obserwatora stają się mniej szczegółowe, jasne wręcz wyblakłe, aż ostatecznie całkowicie zanikają.

Można stosować wszystkie cztery perspektywy razem lub osobno, zależnie od wrażenia jakie chcemy uzyskać w danym projekcie. Czasem do uwypuklenia wrażenia perspektywy wystarczy nam tylko jeden rodzaj, a w innych przypadkach wszystkie cztery.

6. Spójność

Ostatnie zasada jest tyleż ważna co podstawowa. Bez niej pozostałe zasady tracą na znaczeniu. Spójność w grafice oznacza pełne zespolenie się wszystkich elementów grafiki w jedną harmonijną całość. Gdy spojrzymy na taki obraz z dużej odległości wtedy przekonujemy się, że nawet nie widząc szczegółów grafika wydaje się być w pełni zintegrowana i tworzy jedną całość. To tak jak zespół muzyczny, który musi polegać na swoich członkach grających na innych instrumentach inną partię dźwięków i melodii, które w odpowiednim, przemyślanym zgraniu tworzą prawdziwą muzykę, a nie hałas.

Wielu adeptów grafiki, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z projektowaniem wizualnym zupełnie ignoruje powyższe zasady, próbując tworzyć coś co jest oryginalne w swej inności od znanych i przyjętych reguł. Nawet jeżeli przyświeca im dobra idea stworzenia czegoś nowego, to mimo wszystko zawsze musi się to opierać na pewnych niezmiennych zasadach, bez których projektowanie graficzne tak jak i muzyka bez swoich praw i liczb nie byłaby przyswajalna dla odbiorcy. A przecież właśnie nadrzędną rolą designu jest właśnie przekazywanie uniwersalnych treści w sposób w pełni zrozumiały dla widza.


www.freelancefrontline.pl

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

środa, 10 września 2014

O fotografii - twórczo i praktycznie ;-)

Całkiem niedawno Ktoś wyjątkowy zainspirował mnie swoją fotografią artystyczną i niesamowitym sposobem świadomego fotografowania, tworzenia idealnych kadrów otaczającej, przepięknej rzeczywistości. To prawdziwa sztuka fotografii. Zaczęłam więcej czytać na ten temat, poznawać, bawić się aparatem, który, wstyd się przyznać, parę lat wykorzystywałam jedynie na automatycznych ustawieniach. Fakt, reporterska fotografia, z którą mam na co dzień do czynienia, nie jest łatwą do tworzenia na manualu, nieraz zbyt szybko i zbyt wiele dzieje się naraz, a kadry trzeba łapać w tym, niepowtarzalnym niestety momencie. Dodatkowo bardzo szybko zmieniać ustawienia, bo z każdej strony zastaje się inne światło, szczególnie jeśli to reportaż wykonywany w czasie jakiegoś barwnego wydarzenia, przy szybko zmieniających się sytuacjach, czy ruchu... Ufff. Nawet, co potwierdza artykuł, który dziś polecę, bywało "coś" w tych fotografiach, to nie tylko praktyka czyni mistrza, ale również to, że nie aparat się liczy, a sam fotografujący, jego sposób postrzegania rzeczywistości, doboru kadrów, to, co się mu podoba, na co zwraca uwagę... marzę, by kiedyś w moich fotografiach można było zobaczyć coś, co chcę "pokazać" poza oczywistymi kadrami. Udało mi się po pewnym czasie znaleźć kurs fotograficzny, prowadzony przez dobrych praktyków, fotografów, artystów, który mi dopiero otworzył oczy na to, co widziałam w tamtych... fotografiach. Poznałam ciekawe twórcze techniki fotografii artystycznej - fotografowałam techniką otworkową, bawiłam się gumą arabską, cyjanotypią... odlot jaka zabawa, a jak prosty jest mechanizm aparatu fotograficznego, zupełnie zbędne, nawet nieco ogłupiające wydają się ulepszenia nowoczesnych tzw. "wypasionych" dzisiejszych aparatów, które same mają robić zdjęcia, a rola najważniejsza? twórcy? nie dajmy się zastąpić jakimś automatem, niech nasze zdjęcia nie będą przypadkowe, nieco więcej wysiłku, nauki, praktyki, trochę dobrych stron jak: , gdzie można poćwiczyć symulację różnych ustawień aparatu i zobaczyć efekt w postaci zdjęcia, zrobionego w wybranych ustawieniach, polecam... A ja efekty będę mogła zobaczyć w najbliższy piątek, organizatorzy zorganizowali na podstawie prac uczestników wystawę pokonkursową, aż drżę, co z tego wszystkiego stworzyli...w jakiej oprawie zobaczę swoje pierwsze prawdziwie świadome, twórcze eksperymenty fotograficzne? Ech, mam prawdziwą tremę. To może początek mojej przygody z fotografią artystyczną? na pewno w moich fotoreportażach jest już dziś dużo więcej mnie, co potwierdzają maile i komentarze, jakie ostatnio zdarza mi się czytać i słyszeć od nieznanych osób, niesamowite. A a propos fotografii, mnie mniej ta kwestia interesuje, bo ja pracę mam i częściowo fotografia daje mi w niej sporo niezależności, a to cenniejsze niż kasa, jednak jak widzę jakie cuda makro można zrobić dobrym aparatem... zapytam: czy na fotografii można zarabiać? A jeśli tak, jak to robić? Polecam w tej kwestii rady praktyka - Arkadiusza Komskiego. Joanna.

Jak zarabiać na fotografii?


Autor: Arkadiusz Komski


Takie pytanie stawia sobie zapewne niejeden fotoamator, po osiągnięciu tego minimum umiejętności i doświadczenia, które dzielą profana od świadomego posiadacza aparatu fotograficznego.


Czy w ogóle można nie będąc właścicielem studia, bez bogatego portfolia dorobku, bez atrakcyjnych modelek, bez kontaktów w branży i niezłego sprzętu choćby pomyśleć o zarabianiu? Sam postawiłem  sobie to pytanie jakiś czas temu. Przebrnąłem wówczas przez mnóstwo lepszych i gorszych poradników drukowanych i internetowych. Sknociłem tysiące klatek. Po to tylko żeby dojść do oczywistego wydawałoby się wniosku, że zdjęcia wykonuje człowiek a nie aparat.

Po co wydawać niemałą kwotę na sprzęt, którego możliwości nie będzie się umiało do końca wykorzystać? No właśnie. Może więc po kolei…

Kiedy jest właściwy moment?

Masz aparat fotograficzny i wiesz już, że czasem udaje ci się zrobić zdjęcia, które podobają się nie tylko tobie. Czujesz, że poza uwiecznianiem rodziny albo twojej sympatii ewentualnie uroczych zachodów słońca chciałbyś i możesz robić coś więcej i ciągle ci mało. Wiesz już co nieco o kompozycji, o wykorzystaniu światła, o głębi ostrości. Ale nie wiesz czy warto rzucać się na głęboką wodę, bo nikt przecież nie lubi przegrywać. Myślę, że to właśnie jest odpowiedni moment, żeby spróbować swoich sił. Najlepiej chyba na różnych polach. Możesz zapisać się na któryś z portali – blogów fotograficznych, gdzie ludzie dzielą się swoimi dokonaniami. Znajdziesz je bez trudu. Ich mankamentem są uwagi w stylu „podoba się”, albo „fajna fotka”, ale na szczęście jest tam też sporo osób, które umiejąc trochę więcej od ciebie zechcą się tą swoją wiedzą podzielić. Nie obawiaj się pytać. Nieśmiałość nie jest wskazana, jeśli chcesz się czegoś nowego nauczyć. Ważne jest, aby chwalić się tymi naprawdę najlepszymi fotografiami. Portfolio z setką kiepskich obrazków na pewno nie zjedna ci oglądających. Za to kilka czy kilkanaście poprawnie wykonanych i przy tym niebanalnych ujęć, powinno przyciągnąć uwagę do twoich prac. Kiedy poczujesz się pewniej możesz wyszukiwać w sieci konkursów, które odpowiadają tematyką temu, co najlepiej ci wychodzi. Część z nich zawiera opcję publikacji zdjęć dla zwycięzców albo najlepszych  uczestników, a to jest dla ciebie kolejnym małym kroczkiem – twoje „artystyczne” cv staje się bogatsze. Nie licz na wielkie efekty od razu, ale jeśli zakwalifikują jakąś twoją pracę do wystawy pokonkursowej to już coś i świadczy o tym, że idziesz we właściwą stronę. Udział w konkursach podobnie do publikacji w fotoblogach, pozwala na zdobycie niezbędnego doświadczenia, które w przyszłości z pewnością zaprocentuje.

Aparat i cała reszta

Jeśli masz sprzęt, który spełnia podstawowe wymogi to już jest dobrze. Sporo możliwości obniżenia kosztów daje kupowanie body osobno i do nich dopasowywanie obiektywów. Najlepiej chyba zacząć od dość uniwersalnych zoomów. Pozwala to zaoszczędzić sobie niepotrzebnych wydatków. Drugą wielką ich zaletą jest brak konieczności zmiany obiektywów w zależności od tego co się będzie robiło. Taki „reporterski” obiektyw o ogniskowej pomiędzy 35 a 200 świetnie się sprawdzi. I naprawdę nie musi zaraz być z górnej półki. Zanim zdecydujesz się na inwestycję sprawdź ile masz pieniędzy i co możesz za nie kupić. Praktycznie każdy koncern fotograficzny co roku wypuszcza nowy model. Dzięki temu można zdecydować się na nieco starszy a spełniający twoje wymogi. Warto też pomyśleć o statywie i dodatkowo może lampie błyskowej. Ale nie koniecznie od razu. Wszystko zależy od tego co ma być twoim głównym tematem. Dla mnie światło zastane – naturalne w większości wypadków jest tym najlepszym. Pamiętaj, aby dobrze poznać ofertę mniej markowych producentów którzy produkują obiektywy z bagnetami pasującymi do nikonów, canonów itd. Dzięki temu wydasz mniej kupując całkiem niezły sprzęt.

Jak zacząć?

Moim zdaniem, poza udziałem w konkursach, dobrym sposobem jest zalogowanie się na którymś z banków zdjęć. Najwięcej satysfakcji daje chyba shutterstock. Przynajmniej tak wynika z mojego doświadczenia. Po zaakceptowaniu pierwszych obrazków, potem stosunkowo duży procent wysyłanych zdjęć dostaje ich akceptację i równie szybko pojawiają się pierwsze sprzedaże. A nic nie cieszy bardziej niż widok rosnących na koncie kwot. Warto przy okazji zapisać się na forum użytkowników banków zdjęć. Zebrane tam towarzystwo z pewnością pomoże w pierwszych krokach nowicjuszowi. Lepiej jest chyba uczyć się na cudzych niż własnych błędach.


www.komski.art.pl

Galeria fotografii stockowej

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

O coachingu "po ludzku"

Dziś mam kaprys, by trochę pogimnastykować Wasze szare komóreczki i jak w poprzednim artykule pisałam o empatii, prawdziwej sztuce odbierania ludzi, jakimi są, ze zrozumieniem i otwarciem na ich Inność, tak w tym będzie o zupełnie innym, nowoczesnym podejściu, czy jednak tak zupełnie innym? Hmm, na pewno będzie chodziło o sztukę własnego rozwoju... czyli otwarcia na siebie samego - odkrywania własnego potencjału, samoświadomości, dla jak najpełniejszego wykorzystania własnych możliwości rozwoju... Tak więc "po ludzku" o tak modnej dziś sztuce coachingu, czy jak kto chce - monitoringu, superwizji, interwizji...sztuce, służącej osiąganiu pełnej świadomości wyboru własnej drogi życiowej, odpowiedzialności za siebie i rezygnacji z przeciętności. Nie warto wiedzieć więcej? Trochę podchodzi to pod tresowanie, zabiegi ustawiania na "pozytywne myślenie", ale ja w tym widzę pewnego rodzaju sztukę. Zawsze byłam przekorna... Bo sztuką jest według mnie rozbudzenie w człowieku świadomości jego własnej wartości, możliwości w nim drzemiących i przede wszystkim wyjątkowości. Każdy człowiek jest wyjątkową istotą, a tak niewielu z nas potrafi to dostrzec, a co dopiero uświadomić sobie i wykorzystać dla własnego rozwoju, nie podkopywania sukcesów innych, narzekania, pogłębiania i rozkoszowania się we własnej frustracji. Ile wykorzystujemy procent naszego mózgu? Nie 7 tylko? Sztuka nie daje wytchnienia, wymaga, uczy, rozwija, daje spełnienie, drażni, niepokoi, pozwala wyrażać siebie, świat... co jeszcze? ile jeszcze? jest w ogóle jakieś "ile"?

CMSI coacha


Autor: Małgorzata Krawczak


Kim jest coach? Po co mu mentor? Kiedy potrzebuje superwizji? Co daje interwizja? Coraz bardziej popularne zajęcie, jakim jest coaching, staje się smacznym kąskiem dla laików i karierowiczów. Coaching to nie tylko forma pracy z klientem, to takie swoiste 'never ending story' w doskonaleniu siebie i swoich umiejętności.


Coaching to proces klienta, czyli coachee, podczas którego coach przeprowadza go przez jego sprawę i czuwa nad jego bezpieczeństwem.

Mentoring, a konkretnie mentor, przeprowadza mentee przez jego warsztat, skupiając się na jego umiejętnościach posługiwania się tymi narzędziami, podkreśla jego kompetencje, wskazuje obszary do rozwoju.

Superwizja to swoisty GPS do poruszania się w przestrzeni własnych emocji coacha, które powstały w wyniku prowadzenia warsztatów i coachingów indywidualnych lub grupowych. Superwizor pomaga przyjrzeć się własnemu doświadczeniu coacha w pracy z jego klientem oraz ewentualnym przeszkodom, które utrudniają tę pracę.

Interwizja to świadome przyglądanie się własnej pracy z klientami na forum grupy, bez jakiegokolwiek oceniania zachowań, kompetencji i narzędzi, ze sporą dawki inspiracji oraz własnych spostrzeżeń pozostałych uczestników procesu interwizyjnego.

Po co to wszystko? Tu odpowiedzi mogą być różne. W moim mniemaniu to wszystko jest po to, aby mieć świadomość swojej drogi i tego, dokąd ona może nas zaprowadzić, gdy będziemy szli samotnie lub gdy porwie nas nurt tłumu. Sami w swej samotności, jak i w tłumie, możemy błądzić. I takie błądzenie jest naturalne, jednak bez wyciągania nauki z tego błądzenia, uzależnimy się od frustracji i negatywnego myślenia, odrzucimy odpowiedzialność za siebie i wykształcimy w sobie nadmierne pokłady oczekiwań i pretensji. Życie takiej osoby może przypominać jeden wielki koszmar dla niej samej i jej otoczenia. Coaching, mentoring, superwizja i interwizja, są po to, aby zyskać świadomość wyboru własnej drogi, odpowiedzialności za siebie i rezygnacji z przeciętności.

Ale od początku. Ktoś ma dosyć swej monotonii życiowej lub presji, pod którą żyje, udaje się do coacha. A taki coach zapala światełko i trzyma je i przygląda się temu, co dzięki temu światłu klient (coachee) w sobie znajdzie. Jedynym zajęciem coacha jest właściwe trzymanie tego światła. Tak, jak coach będzie przyświecał, tak coachee będzie w sobie odkrywał własny potencjał i znajdował najlepsze dla siebie rozwiązania. Coaching to proces, w którym coachee zyskuje świadomość siebie i swojej sprawczości w swoim życiu. Coaching uczy pewnej zasady życiowej, którą pięknie ujął w słowach J.W.Goethe „Jeżeli każdy posprząta w swoim ogródku, wtedy świat będzie czysty.” Coach operuje światłem.

Właściwe trzymanie światła wymaga odpowiednich umiejętności. Te umiejętności coach nabywa najpierw ucząc się i zdając akredytację, a następnie podczas coachingów ze swoimi klientami. Światło jest doskonałym narzędziem, ale nawet najlepszym narzędziem trzeba umieć się posługiwać. Szanujący siebie i swoich klientów coach ma swojego mentora i staje się jego mentee. Pod okiem mentora udoskonala swoje umiejętności posługiwania się światłem. Staje się wirtuozem zapalania i trzymania światła dla swoich coachee. Mentor to ktoś, kto dzieli się swoim doświadczeniem i wiedzą i za każdym razem uświadamia swojego mentee, aby kierował się słowami Konfuzjusza, szczególnie ostatnią kwestią: „Powiedz mi – a zapomnę, pokaż mi – a zapamiętam, daj spróbować – a zrozumiem.”

Trzymanie światła, manewrowanie nim tak, aby nie zgasło i nie oślepiało, jest zajęciem bardzo ciekawym, ale też wyczerpującym. Ile razy coach jest świadkiem tego, że jego klient znajduje w sobie takie bogactwa i nic z nimi nie robi, albo nawet nie zauważa w sobie tych bogactw. Coach może odczuwać rezygnację wewnętrzną, wypalenie zawodowe czy frustrację. W jego życie zawodowe wkrada się monotonia i presja, które swój jad wlewają również w życie prywatne. A gdy ktoś ma dosyć monotonii i presji udaje się do coacha. To samo robi coach – w sprawach związanych z jego pracą z klientami idzie na superwizję. Superwizor pracuje z coachem nad rozwijaniem jego własnych zasobów oraz nad regeneracją sił i podsycaniem motywacji. Superwizja to proces doskonalenia kompetencji coacha i wynika z potrzeby wyjaśnienia dylematów coacha  pojawiających się podczas procesów coachingowych z jego klientami. Rola superwizora jest istotna, ponieważ ma on wpływ na kształtowanie właściwych postaw coacha oraz doboru przez niego metod i narzędzi coachingowych. Superwizor to osoba bardziej doświadczona jako coach i mentor; z tego też powodu zapewnia profesjonalne wsparcie, które jest coachowi niezbędne w jego rozwoju zawodowym. Superwizja jest zatem niezbędnym elementem stałego rozwoju coacha, podnoszenia jego kompetencji i wzrostu efektywności jego praktyki coachingowej i zapewnia coachowi konstruktywną ewaluację oraz pomaga zrozumieć jego ewentualne wewnętrzne rozterki związane z prowadzeniem coachingów. Gdyż, jak trafnie ujął James Allen: ”Okoliczności nie tworzą człowieka; ukazują mu obraz jego samego.”

Uściślając, jak coach ma problem związany z relacjami i rozumieniem klienta, udaje się do superwizora. Tu dostaje wsparcie, które zapewnia mu rozwój zawodowy. Jednak coach może mieć też zwykłe trudne sprawy, które są związane z jego życiem prywatnym. Wtedy udaje się do kolegi czy koleżanki po fachu, czyli coacha i wypracowuje własne rozwiązania.

Coachem się nie bywa w godz. od … do … Coachem się jest. A skoro się jest, to znaczy, że samorozwój ma się wpisane we własną biografię. A w tym rozwoju ważna jest regularność, systematyczność i otwartość na drugiego człowieka. Dlatego efektywnie działający coach z radością oddaje się procesowi interwizji, w trakcie którego w towarzystwie innych coachów następuje wzajemna wymiana własnych doświadczeń. Taki swoisty „pchli targ” pełen najróżniejszych ważności i małostek. Interwizja to taka wisienka na torcie – w atmosferze życzliwości, zaufania i pozytywnej energii następuje wymiana doświadczeń. Wymiana wolna od cła i akcyzy, czyli od krytyki i osądu. Proces interwizji to nieopisane uskrzydlanie – a jak powiedziała Coco Chanel: „Może się zdarzyć, że urodziłaś się bez skrzydeł, ale najważniejsze, żebyś nie przeszkadzała im wyrosnąć.”

Każde spotkanie z każdym człowiekiem wprowadza w nasze życie nowe doznania. Aby nie zmarnować pięknych doznań lub bez żalu pozbyć się niemiłych doznań, warto spotykać się ze specjalistami.

 

 


Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

wtorek, 2 września 2014

BEZ NALEPEK, OZNAK, CHORĄGIEWEK...

Ten esej napisałam pod wpływem twórczości dziennikarskiej, literackiej, reporterskiej...jak by ją nie nazwać, myślę nawet że każdej po trosze - Ryszarda Kapuścińskiego, jak dla mnie mistrza reportażu "zaangażowanego". Tak postrzegać świat, "tego Innego" obok nas, to wielka sztuka, wymagająca tolerancji, empatii i mądrości... (...) Myślę, że istnieje kategoria ludzi posiadających zdolność, która w psychologii nosi określenie empatii. Jest to pewna naturalna cecha sprawiająca, że gdziekolwiek się znajdziemy, czy z kimkolwiek się spotykamy w sposób zupełnie naturalny zaczynamy czuć się tak, jak byśmy zawsze byli w tym miejscu, czy tak jakby te osoby były nam zawsze bliskie. Zaczynamy przejmować się ich problemami, interesować się ich losem. Nie robi się tego świadomie ani pod żadnym przymusem. Po prostu to tak jest. (...)”

„TEN INNY” JAKO DEKALOG OBCOWANIA Z „INNYM” ZOSTAWIONY ŚWIATU PRZEZ RYSZARDA KAPUŚCIŃSKIEGO
„O tak
trwało długo
zanim nauczyłem się myśleć o człowieku
jako o człowieku
(...)
przestałem zadawać pytania
czy jest biały czy czarny
anarchista czy monarchista
czciciel mody czy stęchlizny
swój czy obcy
a zacząłem pytać
co w nim jest z człowieka

i czy jest

(...)
i odtąd zacząłem szukać go
w jego odrębności
chciałem się zbliżyć
przede wszystkim zbliżyć się do niego w sobie
(...)
pragnąłem aby we mnie istniał
bez nalepek oznak chorągiewek
bez tomahawka
bez pióropusza
żeby odrzucił blaszaną trąbkę”

To jeden z wierszy [„Zapis pewnej idei”] Ryszarda Kapuścińskiego, właściwie kwintesencja nie tylko życia i poszukiwania autora, ale i przesłanie, które bije niemal z każdego wersu, strony, z każdego rozdziału opublikowanej przez Niego książki pt. „Ten Inny”. Właściwie zawsze uważałam, że w poezji najpiękniejsze jest to, co między wersami, niedopowiedziane, to, co można dokończyć własną myślą, wyobraźnią. Jak często mówimy, wypowiadamy mnóstwo słów, nieraz bez sensu, nieraz po prostu niepotrzebnie, przegadujemy słowa, podczas gdy poezja daje możliwość zawarcia istoty w kilku najwłaściwszych, ma moc prowokowania, pobudzania do myślenia i pozostawania – symboliką, doborem słów, często metafor - głęboko w pamięci odbiorcy. I jeszcze jedno, co jest w poezji genialne... można ją dowolnie interpretować. Zastanawiam się, jakby tu mógł powiedzieć Kapuściński mając na uwadze swojego Innego...? Czy nie, że każdy Inny, Inny w sensie nie-Ja, odbierze i pozostawi w sobie indywidualną treść? Adekwatnie do swojego doświadczenia w życiu? Do swojej osobowości? Tak każdy wiersz, jak każda wartościowa książka, każda wartościowa nauka, każdy wartościowy człowiek - pozostaje... kształtując coś w nas, ale i prowokując... prowokując do myślenia, interpretacji, stawiania pytań i często do refleksji.

Do czego zmierzam?

Jeśli cisną się na usta pytania, gdy czytasz „Zapis pewnej idei”, pytania do autora – słynne „co autor miał na myśli?”... już nikt na nie nie odpowie, nikt nie rozwieje wątpliwości, nigdy już sam Ryszard Kapuściński nie odpowie, czy udało mu się na tyle, na ile pragnął „zbliżyć się do niego [Innego, drugiego człowieka] w sobie”, czy potrafił znaleźć CZŁOWIEKA w jego odrębności, Tego Innego? Lustrzane odbicie siebie? Wszechświata?...
Spróbuję udowodnić, że tak właśnie się stało nim odszedł...
Bo Ryszard Kapuściński – Mistrz Reportażu, wspaniały człowiek, posiadający ogromną mądrość życiową i umiejący się nią dzielić z ludźmi na całym świecie, umiejący patrzeć wyjątkowo na inność, a jednocześnie piękno drugiego człowieka, umiejący zachwycić pasją odkrywania w człowieku cudu życia – już nie żyje.
„Ten Inny” jest jednym z ostatnich Jego dzieł... Chciałabym w tym miejscu pokazać, że również - darem dla świata, jakąś ogromną prawdą, nauką, którą pozostawił po sobie jak testament... mocniej powiem – niemalże

dekalog...

Przed dekalogiem wypowiadamy Jam jest Bóg Twój... dekalog obcowania z „Innym” Kapuścińskiego można zacząć Jego słowami: „Nasze istnienie jako gatunku będzie możliwe, jeśli uznamy, uszanujemy godność drugiego człowieka” . Mam nadzieję, że nikogo tu nie urażę takim skojarzeniem (oczywiście za Kapuścińskim mam pełny szacunek dla świętości, etyki, moralności – czyichś indywidualnie traktowanych wartości) i nikt nie zarzuci mi żadnej profanacji... Nie bądźmy bardziej papiescy niż sam Papież – ktoś kiedyś powiedział i myślę, że miał rację, Papież... (mam na myśli Papieża Polaka, celowo właśnie w tym miejscu [przy dywagacjach o człowieku, „Innym”] o Nim piszę) Ten Papież był przede wszystkim ludzki. Stąd i ja pozwoliłam sobie na skojarzenie dekalogu, jak kiedyś to zrobił Kieślowski w swoich filmach z serii „Dekalog”. Jak brzmiałby dekalog obcowania z „Innym” Kapuścińskiego?
1. dostrzec poza własnym ja „Innego” 2. spostrzec Jego niepowtarzalne piękno 3. chcieć Go poznać takim jaki jest z Jego wspaniałą „odrębnością”, porzucając stereotypy 4. uszanować Jego kulturę, wyznanie, poglądy 5. usłyszeć, co chce mi powiedzieć 6. zobaczyć, co chce mi pokazać 7. nawiązać dialog 8. nauczyć się rozumieć nieznaną dotąd „inność” 9. spostrzec w „Innym” własne odbicie czyli zrozumieć bardziej siebie... 10. aby zrozumieć świat, który Jego jest...
A teraz kwestia, czy zgodziłby się z moją interpretacją Jego książki? Myślę, że tak... „Wszyscy jesteśmy fotografami posługującymi się zmienną ogniskową – pisał – (...) za pomocą tego właśnie mechanizmu manipulujemy obrazami świata. Jedne utrwalamy, inne skazujemy na niebyt. (...) każdy w każdej chwili i miejscu ciągle tą zmienną porusza i przestawia, każda rzecz wygląda na milion sposobów – różnie – i w związku z tym na tych milion sposobów jest również widziana i przeżywana.” Więc przyjmował dowolność odbioru, widzenia i przeżywania nie tylko otaczającego świata, ale i tego wszystkiego co staje nam na drodze do jego poznawania. Zastanawiając się po przeczytaniu książki „Ten Inny”, jakie postawiłabym autorowi pytania? czy mam jakieś wątpliwości? Doszłam do wniosku, że właściwie jedynymi są te, które Ryszard Kapuściński stawia sobie, ludzkości - retoryczne - na samym końcu i dotyczą one nie znanej jeszcze, a już tak intrygującej przyszłości. Innych pytań nie potrafię postawić, „Ten Inny” to kompendium wiedzy o Innym, nie-mnie samym, o różnych, często traktowanych z perspektywy czasu jako błędnych – drogach, próbach poznawania Innego. „Ten Inny” to zbiór wykładów wygłoszonych przez autora w Wiedniu, Grazu i Krakowie. Autor analizuje pojęcie inności nie tylko z reporterskiego, ale i filozoficznego, antropologicznego i socjologicznego punktu widzenia. Próbuje odpowiedzieć na pytanie, kim był Inny u początków kultury, a kim jest we współczesnym świecie – wielokulturowym, obecnie planetarnym. Czyż nie kompendium wiedzy? Każda linijka jest ważna, w każdej można wyczytać jeśli nie wiedzę, to obserwacje, jeśli nie obserwacje to doświadczenie, często też i intuicję. Czytając poszczególne rozdziały, równocześnie kształtując sobie obraz autora, mimowolnie zwraca się uwagę na rozdział „Mój Inny”. Jest się ciekawym, kto jest tym Innym dla Kapuścińskiego, Jego Innym... I tu mnie zaskoczył. Może przytoczę dla jasności opisywaną przez autora tezę Levinasa mówiącą o fundamentalnym znaczeniu różnicy – akceptujemy Innego, choć jest różny, właśnie różność, inność jest bogactwem i wartością, jest dobrem. A jednocześnie ta różnica nie przekreśla mojego utożsamiania się z Innym: „Ja jestem kimś Innym”. Pozwolę sobie wrócić w swoich rozważaniach do mojego pomysłu stworzenia dekalogu poznawania „Innego” według Kapuścińskiego. Czy nie ma w tym rzeczywiście głębokiego sensu? Ryszard Kapuściński uświadamia nam, że i my jesteśmy „Innymi” i nie ma sensu konfrontacja Ja – reszta świata Innych, tylko ja-Inny, jak Ty, On, Oni – „bez nalepek oznak chorągiewek”–Inni, najwspanialszy świat inności, genialnej różnorodności, jako bogactwa ziemi i życia. Trzeba umieć tak patrzeć na ludzi i otaczający nas świat. Kapuściński miał ten dar w sobie.

„to tam –
powiedział głos
rozejrzałem się
nic nie widzę – odparłem
myślę że chciał powiedzieć
wsłuchaj się w głos który jest w tobie
nie zagłuszaj go
własną mową”

Kiedyś zapytany na czacie „Polityki” przez młodą kobietę - jak jest możliwe, aby zaprzyjaźnić się tak mocno z całym światem? odpowiedział: „Bardzo by mi trudno było odpowiedzieć na to pytanie w sposób wyczerpujący. Myślę, że istnieje kategoria ludzi posiadających zdolność, która w psychologii nosi określenie empatii. Jest to pewna naturalna cecha sprawiająca, że gdziekolwiek się znajdziemy, czy z kimkolwiek się spotykamy w sposób zupełnie naturalny zaczynamy czuć się tak, jak byśmy zawsze byli w tym miejscu, czy tak jakby te osoby były nam zawsze bliskie. Zaczynamy przejmować się ich problemami, interesować się ich losem. Nie robi się tego świadomie ani pod żadnym przymusem. Po prostu to tak jest. (...)” A wiec dar, wyjątkowy, który wykorzystał jak talenty dane od Boga z Przypowieści biblijnej o talentach. Gdybyśmy spróbowali skorzystać z Jego mądrości życiowej i doświadczeń z Innymi, bylibyśmy bogatsi, mądrzejsi i bardziej świadomi siebie. Umielibyśmy patrzeć na świat nie jak na wieżę Babel w sensie kary Boga wobec ludzi za brak pokory, ale może jak na „genialną resocjalizację”. Ależ skojarzenie... Ale czyż nie tak? Idąc tokiem myślenia Kapuścińskiego różnorodność ubogaca, jej dobór rzuca na kolana, uczy pokory. Czy więc Boży zamysł nie mógł nie tylko uniemożliwić człowiekowi porozumienie, kombinowanie, chęć sięgnięcia nieba, przechytrzenia Boga, ale i zmusić człowieka (skądinąd istoty ambiwaletnej) do myślenia, starania się, uczenia się języków, kultur, religii? Czy tym nie czynił go wartościowszym, nie hartował trudnościami? To oczywiście daleko posunięty tok myślenia, ale rzeczywiście Ryszard Kapuściński widział świat jako wielką wieżę Babel. Przypomnijmy Opowieść o Wieży Babel (hebr. balal, bll – pomieszanie, zmieszanie, zamęt) , (akad. bab-ili – brama boga) „nazwano je [niedokończone przez niepokornych ludzi miasto] Babel, tam bowiem Pan pomieszał mowę mieszkańców całej ziemi. Stamtąd też Pan rozproszył ich po całej powierzchni ziemi” . A Kapuściński pisał: „Świat był dla mnie zawsze wielką wieżą Babel. Jednak wieżą, w której Bóg pomieszał nie tylko języki, ale także kulturę i obyczaje, namiętności i interesy, i której mieszkańcem uczynił ambiwalentna istotę łączącą w sobie Ja i nie-Ja, siebie i Innego, swojego i obcego.”
Natomiast ja bardziej bym skłoniła się do filozofii początku XVII wieku – bardzo podoba mi się teza Gottfrieda Wilhelma Leibniza mówiąca, iż świat został skonstruowany jako jedyny z możliwych, najlepszy, najdoskonalszy ze swoją genialną różnorodnością istnień uporządkowaną z największą starannością i odpowiedniością: Można by w każdej duszy poznać piękno wszechświata . Właśnie, można by w każdej duszy poznać piękno wszechświata... a „Ten Inny” Kapuścińskiego to nic innego jak właśnie pochwała różnorodności świata, a przede wszystkim zamieszkujących go ludzi, swoisty przepis jak rozumieć świat i żyć ubogacając w wiedzę o Innym każdego, kto tylko szuka tej wiedzy i mądrości, zachwyt nad „innością” świata, odmiennością kultur i religii, podsumowaniem swoich życiowych doświadczeń z Innym. Mój dekalog zawiera 10 przesłań, rad, mądrości, którymi Ryszard Kapuściński prowadząc niemal za rękę nauczy ludzi, myślę już nie tego wieku, bo ten wiek go zapamięta jeszcze obecnością, mądrością wywiadów, ale kolejnych – gdy już pozostaną Jego książki – jak rozumieć świat. Zostanie „Ten Inny” jak niemal testament (chyba tego nie spodziewał się sam Kapuściński) pozostawiony ludzkości z przesłaniem – macie wszystko, dałem Wam swój dowód życia, że znalazłem człowieka w jego odrębności i zaistniał we mnie „bez nalepek oznak chorągiewek”, tę sztukę posiadłem, Wam zostawiam opis mojej drogi, dociekań, przewidywań, a co Wy z tą wiedzą zrobicie, na to już wpływu ja nie będę miał, niestety... Ja dodam – dekalog Boży mamy od tysięcy lat, przepis jak przeżyć dobre życie, jak zaznać szczęścia wiecznego, prostych, jasnych 10 punktów, a czy ich przestrzegamy?
Czy zechcemy naszego Innego widzieć „bez nalepek oznak chorągiewek” i wedle słów Ryszarda Kapuścińskiego - kolejnych kroków poznawania Innego, nie-siebie, zachwytu jego innością – żyć każdego kolejnego dnia czerpiąc z niego to, co najwartościowsze? Ja tak, chyba dar empatii mamy wspólny. Chciałoby się na koniec westchnąć: a taki był ciekawy, jak będzie ewoluował dalej ten skomplikowany planetarny świat, świat luster. Na zakończenie chciałabym oddać hołd Wielkiemu Człowiekowi, który zdziwienie światem wykorzystał jak talent dany od Boga – prosto i pięknie, z całą szczerością serca - cytując Go po raz ostatni:
„Człowiek, który przestaje się dziwić, jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze – uroda życia.” Tu wszelkie dodatkowe słowa są zbyteczne.

Joanna Dębiec

www.wszystkoosztuce.blogspot.com

Sztuka bywa kontrowersyjna

Dziś nieco Was "pobudzę"... nawet sam ranking wybranych dzieł sztuki może wywołać dyskusję, fakt faktem - polska sztuka wywołuje coraz większe emocje, a ja przedstawiam ranking najbardziej kontrowersyjnych dzieł artystycznych ostatnich lat. Zresztą dyskusja, przynajmniej na temat kilku z nich, pojawia się i nie znika ;-) z otaczającej nas medialnej rzeczywistości. Polska sztuka wywołuje coraz większe emocje. Przedstawiamy ranking najbardziej kontrowersyjnych dzieł artystycznych ostatnich lat.

 1. Tęcza Julita Wójcik

„Ma wywoływać radość” – mówiła autorka przed otwarciem konstrukcji ze sztucznych kwiatów. Przy pl. Zbawiciela jednak obok radości wywołuje nienawiść. 11 listopada „pedalska tęcza”, jak określił ją pewien poseł PiS, została podpalona po raz piąty.

 2. Adoracja Jacek Markiewicz

Nagi mężczyzna przytula się do krzyża. Politycy PiS właśnie złożyli na tę instalację doniesienie do prokuratury. Pod Centrum Sztuki Współczesnej odbywają się manifestacje, mężczyzna oblał czerwoną farbą ścianę, na której wyświetlane jest wideo.

 3. Komm, Frau Jerzy Bohdan Szumczyk

Student Akademii Sztuk Pięknych przetransportował 300-kilogramową rzeźbę radzieckiego żołnierza gwałcącego ciężarną kobietę i ustawił ją w alei Zwycięstwa w Gdańsku, obok czołgu T-34. Praca stała tam jedną noc, nad ranem została usunięta przez policję.

 4. La Nona Ora Maurizio Cattelan

Kontrowersyjna rzeźba papieża zdewastowana w 1999 r. przez posłów ZChN.

 5. Pasja Dorota Nieznalska

Zdjęcia męskich genitaliów na krzyżu. Fala protestów i procesy ciągnące się od 2001 r.

 6. Naziści Piotr Uklański

Daniel Olbrychski wtargnął 15 lat temu do Zachęty, niszcząc szablą fotosy artystów ubranych w nazistowskie mundury.

 7. Cross Peter Fuss

Autor skandalicznej wystawy „jesus christ king of poland” postawił na środku pola pod Gdańskiem krzyż najeżony gwoździami.